Archive for May, 2001

Puchar Polski. Nata – Montex 23:29

Thursday, May 31st, 2001

W Gdańsku sensacji nie było. W półfinałowym meczu Pucharu Polski piłkarek ręcznych Nata AZS AWF przegrała z Montexem Lublin 23:29 (15:14). Lublinianki awansowały do turnieju finałowego, który odbędzie się w dniach 9-10.06 w Elblągu.

W pierwszej połowie zapowiadało się na niespodziankę. Akademiczki po trafieniach Agnieszki Truszyńskiej i Moniki Puczek prowadziły 2:0. Dobry nastrój w zespole gospodyń zepsuła kontuzja kolana środkowej Beaty Orzeszki, której doznała po faulu Moniki Marzec. Po tym wydarzeniu chwilę dekoncentracji w drużynie gospodyń wykorzystała, doskonale usposobiona rzutowo w tym dniu, Izabela Czapko. Zdobyła cztery gole pod rząd i lublinianki wygrywały 4:3. Akademiczki nie dawały jednak za wygraną. W 17 minucie, próbująca rywalizować z Czapko, Puczek zdobyła kolejną swoją bramkę i gdańszczanki ponownie prowadziły 10:7. Była to ich najwyższa przewaga w tym meczu. Wyrównana gra trwała do 36 minuty. Wówczas po raz ostatni bramkę do remisu (17:17) dla akademiczek dorzuciła Karolina Tomaszewicz. Czapko, Wioletta Luberecka i Renata Żukiel bezlitośnie wykorzystały błędy gospodyń i po ich trafieniach Montex objął prowadzenie 20:17 i nie dał go sobie odebrać.

Autor artykułu: (sus)

Słowa Ojca Świętego

Thursday, May 31st, 2001

W siedzibie Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana odbyło się spotkanie promujące książkę “Papież rzuca słowa na wiatr”.

Książka jest pracą zbiorową uczniów, absolwentów i nauczycieli IV LO im. K. K. Baczyńskiego w Słupsku. Ukazała się pod redakcją siostry Janiny Sabat i jest, jak mówią autorzy, darem, który składają Ojcu Świętemu jako owoc jego pielgrzymki do ojczyzny w 1997 r.

“Trzeba się cieszyć, że osoba Ojca Świętego i jego orędzie znalazły tak żywy oddźwięk w sercach młodzieży” – pisze we wstępie do książki Marian Gołębiewski, biskup koszalińsko-kołobrzeski. – “Wśród tych młodych ludzi są uczniowie IV LO w Słupsku, którzy swój podziw i fascynację osobą Wielkiego Polaka utrwalili na piśmie, marząc o tym, aby ich słowa nie zostały rozproszone przez wiatr, ale pozostały na wieczną rzeczy pamiątkę”.

W promocji uczestniczyli poseł Roman Giedrojć, wicewojewoda Edmund Głombiewski, profesor Stanisław Łach i ks. Jan Giriatowicz. Podczas spotkania wystąpił uczniowski zespół muzyczny z IV LO.

Autor artykułu: (matys)

Syndyk w Stolonie

Thursday, May 31st, 2001

Syndykiem masy upadłościowej Stolonu została Lucyna Bruździak, która jako syndyk przejęła wcześniej upadające Zakłady Przemysłu Cukierniczego Pomorzanka. Wtedy w ciągu kilku miesięcy udało jej się sprzedać zakład. Dzięki temu wznowiono produkcję i większość załogi ponownie znalazła zatrudnienie. Na podobne rozwiązanie liczą także zwalniani pracownicy Stolonu.

Sąd Rejonowy w Słupsku upadłość ZPZ Stolon ogłosił już 19 maja. Pierwsze spotkanie z wierzycielami, którym słupska firma zalegała na 6 milionów zł, odbyło się na początku października ub.r. 5 grudnia ub.r. definitywnie podpisano ugodę, a główny wierzyciel, czyli Bank Gospodarki Żywnościowej, zgodził się rozłożyć 4-milionowy dług na 66 rat.
Mimo gwarancji pożyczki przez Zarząd Miasta Słupska w wysokości 2 milionów zł, żaden z banków nie zgodził się zaryzykować.

Stolon zatrudniał 170 osób i odbierał od słupskich rolników 33 tysiące ton ziemniaków rocznie. Zakład produkował głównie płatki ziemniaczane. Syndyk już wręczyła 90 wypowiedzeń umów o pracę. Pracuje tylko kilkanaście osób z dozoru technicznego maszyn. Zgłosił się już pierwszy zainteresowany kupnem – firma z branży ziemniaczanej.

Autor artykułu: (cos)

Walka o dyrektora szpitala

Wednesday, May 30th, 2001

Związki Zawodowe Pielęgniarek i Położnych działające na terenie słupskiego szpitala walczą o to, aby ich dyrektorem pozostał Kazimierz Czyż.

- Przez te trzy miesiące udowodnił nam, że potrafi podejmować trudne decyzje, zaczyna zmieniać złe rzeczy, które zastał w szpitalu – tłumaczy Dorota Gardias, przewodnicząca związków. – Uważamy, że w tak trudnej chwili, w jakiej znajduje się nasz szpital, ktoś kto dobrze zna jego problemy powinien pełnić funkcję kierowniczą. Szpital jest zadłużony na prawie 8 mln zł, nie ma czasu na eksperymenty.

Stanowisko związków popiera również Federacja Związków Zawodowych Pracowników Ochrony Zdrowia. – Współpraca z dyrektorem nareszcie układa się nam pomyślnie – dodaje Izabela Kubińska, przewodnicząca drugiego co do wielkości związku zawodowego działającego na terenie szpitala. – Chcemy, aby naszym dyrektorem był lekarz, ponieważ on najlepiej rozumie problemy służby zdrowia.

W lokalnych gazetach ukazało się wczoraj ogłoszenie Zarządu Województwa Pomorskiego, który zaprasza chętnych do składania ofert na stanowisko dyrektora Samodzielnego Publicznego Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Słupsku.

- To nie jest konkurs – wyjaśnia Witold Namyślak, członek Zarządu Województwa Pomorskiego. – Zbieramy tylko oferty, mając nadzieję, że będziemy mogli wybrać spośród większej liczby kandydatów. Chcemy dać szansę wszystkim chętnym. Nikt nie powiedział, że dyrektorem szpitala musi być lekarz, ale nie wykluczamy takiej możliwości.
Słupskie związki zawodowe przesłały do marszałka sejmiku petycję w obronie dotychczasowego dyrektora, Kazimierza Czyża.

- Nie należy lekceważyć ich zdania – przyznaje Jerzy Karpiński, dyrektor Departamentu Zdrowia w Urzędzie Marszałkowskim. – Związki są doskonale zorientowane w sytuacji swojego zakładu.

Autor artykułu: (JJ)

Dojrzewają truskawki

Wednesday, May 30th, 2001

Na Kaszubach jest to jedna z najpopularniejszych upraw. Często bywa tak, że truskawkowe plantacje przechodzą z ojca na syna. W tym roku zbiór tych smacznych owoców opóźnia się.

W ostatnich latach wzrasta popularność tej uprawy, rosną także wymagania jakościowe. Smak, kolor, wielkość i jędrność, a przede wszystkim zdrowotność i trwałość owoców są ważnymi cechami, które liczą się przy ich sprzedaży.
Truskawki w Polsce uprawia się na ponad 50 tys. ha. Na Kaszubach połacie upraw sięgają zwykle kilku hektarów. Najwięcej gospodarzy uprawiających truskawki jest w tzw. zagłębiu truskawkowym w powiecie kartuskim. Są to przede wszystkim miejscowości: Długi Kierz, Borzestowo, Lisie Jamy, Szklana, Kamienica Szlachecka. Już w połowie maja całe rodziny pielą zagony truskawkowe, przygotowując je do zbioru. W okresie wysypu do zbierania owoców gospodarze najmują przede wszystkim młodzież, która tym sposobem dorabia sobie na wakacje.

- Rynek truskawki jest bardzo nieprzewidywalny. Susza czy przymrozki mogą wszystko zmienić. Wielkość zbiorów, a co za tym idzie i cena, zależy od pogody – powiedział Zbigniew Reiter, rolnik z Długiego Kierza, który truskawki uprawia od kilkunastu lat. – W połowie czerwca przewidujemy rozpoczęcie zbioru. Odmiana truskawki senga sengana jest bardzo popularna wśród tutejszych rolników, ponieważ jest ona najlepsza do dalszego przerobu i jednocześnie ma bardzo smaczne owoce. Rolnicy sadzą również takie odmiany jak: honeoye, dukat, elsanta. Nie ma jednak konkretnej odmiany, która byłaby najłatwiejsza do uprawy. Każda wymaga odpowiedniej pielęgnacji. Zagony truskawkowe muszą być wypielone i opryskiwane w celu ochrony przed tzw. pchełką i szarą pleśnią.
Rolnicy twierdzą, że mimo obfitego kwitnienia krzaków, minimalne wahania temperatury czy ulewne deszcze mogą wszystko zmienić. Swój zysk uzależniają też od kosztów ponoszonych na zatrudnienie ludzi do zbierania owoców.

– W tej chwili nie tyle uprawa jest naszym utrapieniem, tylko zbyt – mówi Sławomir Łoniewski, współwłaściciel 20-hektarowej plantacji w Lichnowach w gminie Chojnice. – Jeszcze 10 lat temu owoce można było sprzedać głównie na targowiskach, bo gospodynie w miastach chętnie przygotowywały przetwory w domach. Teraz kompoty czy dżemy można bez problemu kupić w sklepie. Dlatego z bratem Grzegorzem zdecydowaliśmy się na produkcję odmian przemysłowych, przydatnych dla przetwórstwa owocowego. Mamy też pożądane na rynku odmiany deserowe. Większość produkcji sprzedajemy do przetwórni w Dąbrowie Chełmińskiej. Najwyżej 20 procent owoców trafia do lokalnych kupców oraz klientów indywidualnych, odwiedzających targowisko miejskie. W tym roku nie przewiduję większych wahań cen owoców. Podobnie jak przed rokiem cena detaliczna będzie wynosić od 1,3 do 1,4 złotych za kilogram.

Nie ma odmian idealnych, jeśli chodzi o wymagania przyrodnicze oraz potrzeby klientów. Dlatego na plantacji jest kilka odmian. Przede wszystkim elsanta oraz popularna senga sengana oraz dukat.
Majowe przymrozki nie przetrzebiły plantacji, jedynie te pola, gdzie rośliny były ściółkowane. Czekamy natomiast na opady deszczu, bowiem na kilka tygodni przed zbiorem truskawka potrzebuje wody.

Autor artykułu: (or, ros, Ale)

Nie importują mięsa

Wednesday, May 30th, 2001

Żaden właściciel masarni z powiatu kartuskiego nie importował mięsa ani w ubiegłym, ani w tym roku – twierdzi tamtejszy powiatowy lekarz weterynarii. Podobnie jest w całym woj. pomorskim.

Konsumenci są bardzo ostrożni. Nagłaśniane przez media przypadki zachorowań na chorobę wściekłych krów, a ostatnio pryszczycę wzbudzają strach i panikę.
- Na podstawie prowadzonego przez nas monitoringu w roku 2000 oraz 2001, mogę powiedzieć, że stan epizodyczny (zagrożenia chorobami zakaźnymi – dop. red.) na naszym terenie jest zadowalający. Skup prowadzony jest zgodnie z obowiązującymi przepisami – twierdzi Kazimierz Sekuła, powiatowy lekarz weterynarii w Kartuzach.
Warunki, jakie musi spełnić dany podmiot w przypadku przywożenia towarów z zagranicy określa ustawa z dnia 24.04.1997 roku o zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt, badaniu zwierząt rzeźnych i ryb oraz inspekcji weterynaryjnej.

- Osoba, czy firma, która przywozi z zagranicy produkty pochodzenia zwierzęcego musi uzyskać od nas decyzję o ustaleniu miejsca składowania sprowadzanego towaru – wyjaśnia K. Sekuła. Produkty po przekroczeniu granicy są poddawane badaniu laboratoryjnemu i organoleptycznemu. Na tej podstawie wydaje się decyzję o dopuszczeniu lub nie towaru do obrotu i przetwórstwa w kraju. Przy imporcie mięsa i innych towarów pochodzenia zwierzęcego wymagane jest też zaświadczenie zdrowotne oraz świadectwo transportu. Mięso musi też pochodzić z kraju wpisanego do rejestru głównego lekarza weterynarii.
- Do tej pory nie miałem żadnego sygnału o jakichkolwiek nieprawidłowościach. Sami też nie wykryliśmy przypadków łamania przepisów prawa – dodaje Sekuła.
W ubiegłym roku powiatowy lekarz weterynarii wydał 72 decyzje na składowanie towarów i kwarantannę zwierząt. Była to zgoda na składowanie 46 ładunków ryb przywożonych z zagranicy, 10 partii jelit, 12 – zwierząt i 4 zezwolenia na pasze. Towary te zostały dopuszczone do obrotu lub przetwórstwa w naszym kraju.

- Ani w 2000, ani w tym roku nie wydałem ani jednej decyzji dotyczącej ewentualnego składowania importowanego mięsa – podkreśla lekarz weterynarii.
Właściciel jednego z najnowocześniejszych zakładów przetwórstwa mięsnego, Bronisław Lis z Sierakowic twierdzi, że mimo to odbiorcy wołowiny, szczególnie ci z Trójmiasta, coraz częściej wymagają od jego firmy dowodów i potwierdzeń, że mięso nie pochodzi z importu.
- Nigdy nie sprowadzałem mięsa z zagranicy. Nie mam nawet zezwolenia na import mięsa. Wolę skupować zdrowe mięso od naszych rolników. Bo kaszubska, tradycyjna hodowla jest bardzo ceniona wśród konsumentów – dodał B. Lis z Sierakowic.
Żadnych niepokojących sygnałów o ewentualnym sprowadzaniu importowanego mięsa, czy też posiadaniu mięsa niewiadomego pochodzenia nie odebrała Państwowa Inspekcja Handlowa w Gdańsku. Jej rzecznik prasowy, Waldemar Kołodziejczyk powiedział, że kontrole PIH nie wykazały łamania prawa w tym zakresie przez właścicieli ubojni i masarni z całego województwa pomorskiego. Podobnie twierdzi Marek Puszczewicz, inspektor ds. żywienia w Wojewódzkiej Inspekcji Weterynaryjnej, a także policja i prokuratura.

Autor artykułu: (sz)

Dzieło Gutenberga w dwóch tomach

Tuesday, May 29th, 2001

We wrześniu ub. roku Wydawnictwo Diecezji Pelplińskiej Bernardinum zorganizowało obchody 600 rocznicy urodzin Jana Gutenberga.

Impreza, skupiająca ludzi książki: wydawców, poligrafów, introligatorów i księgarzy, stworzyła dogodny klimat do podpisania listu intencyjnego w sprawie wydania reprintu jedynego w Polsce, pelplińskiego egzemplarza Biblii Gutenberga.

W styczniu zorganizowane zostało w Pelplinie spotkanie, na którym obecni byli poligrafowie oraz naukowcy z Wydziału Poligrafii i Papiernictwa Politechniki Łódzkiej.
W takim gronie dyskutowano nad koniecznością przeprowadzenia badań naukowych poprzedzających prace nad reprintem Biblii. Na początku kwietnia zaś wstępnie ustalono zakres zadań, jakie należy wykonać na poszczególnych etapach realizacji tego przedsięwzięcia.

Wybrani zostali już wszyscy udziałowcy, którzy niejako fizycznie będą brali udział w realizacji reprintu. Są to firmy Agfa – w zakresie materiałów fotograficznych, Heidelberg – przygotowalni i druku, Oficyna Pomorska z Gdańska – introligatorni, Grafikus oraz Spółdzielnia Starodruk z Krakowa specjalizująca się w oprawie reprintów.

Jak zapowiadają wydawcy, nowa Biblia ma stanowić wierną kopię dzieła Gutenberga. Wydana więc zostanie w dwóch tomach, w nakładzie zbliżonym do tego, jaki wykonał Gutenberg. Badacze wskazują najczęściej liczby pomiędzy 180 a 200.
Do tej pory wykonane zostały już pierwsze fotografie i próby rozbarwień, czyli przygotowania do druku. Prowadzone są rozmowy na temat rodzaju papieru, jaki zostanie zastosowany w tym procesie poligraficznym.
Prace przebiegają w porozumieniu z biskupem pelplińskim, Janem Bernardem Szlagą, który powołał Komitet ds. Wydania Reprintu Biblii Gutenberga.

Plany dotyczące wykonania reprintu pojawiły się już w 1979 r., jednak wówczas sfotografowanie poszczególnych stron było niemożliwe bez rozprucia oprawy i rozdzielenia kart. Współczesna technika umożliwia wykonanie takich zdjęć bez uszczerbku dla samej Biblii. Reprint pelplińskiej Biblii ma się ukazać w 2002 r.

  • Tadeusz Serocki
    wicedyrektor Wydawnictwa Diecezji Pelplińskiej Bernardinum

    - Przez kilka ostatnich miesięcy trwały przygotowania do podjęcia prac nad tą bezcenną księgą. Zbieraliśmy informacje na temat firm, które wzięłyby udział w tym przedsięwzięciu, czy to przez sponsorowanie, czy też zaangażowanie własnych środków lub pracy. Szukaliśmy też wsparcia w środowiskach naukowców i specjalistów, aby nie popełnić żadnego błędu.

    Autor artykułu: Anna Gniewkowska

  • Młodzi redaktorzy wydają gazetki

    Tuesday, May 29th, 2001

    W sejmiku młodzieżowym w Lubiszewie wzięło udział 15 szkolnych redakcji z woj. pomorskiego. Spotkali się uczniowie szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadpodstawowych. Tematem przewodnim sejmiku było “Lubiszewo – stolica regionu”.

    - Mówiliśmy o tworzeniu gazetek, o ty, co powinno się w nich znaleźć oraz jakie tematy należy poruszać i dlaczego – mówi Irena Brucka, inspektor ds. edukacji regionalnej w Starostwie Powiatowym w Tczewie.
    Młodzi redaktorzy zaprezentowali swoją pracę, doskonalili warsztat twórczy. Swoimi doświadczeniami i umiejętnościami w pisaniu i redagowaniu tekstów podzielił się Roman Landowski z “Magazynu Kociewskiego”. Podczas sejmiku została podsumowana piąta edycja konkursu na najlepszą gazetkę szkolną pod hasłem “Strona dla regionu”.

    - Gazetki są bardzo różne – mówi I. Brucka. – Uczniowie z wielkim zaangażowaniem pracują nad każdym kolejnym numerem. Niektórzy dopiero się uczą, ale są też młodzi redaktorzy, którzy wydają gazetki na wysokim poziomie. Przykładem może być “Cymbał”, który zajął pierwsze miejsce w kategorii szkół gimnazjalnych. Poruszanych jest w nim mnóstwo interesujących tematów, młodzież dużo pisze o swojej najbliższej okolicy. Z kolei gazetka “Echo Pogódek i Okolic” okazała się najlepsza w kategorii szkół publicznych.

    Po raz pierwszy w konkursie wzięły udział szkoły ponadpodstawowe. Tutaj na uwagę zasługuje gazetka “Cztery Koła i Szkoła”, wydawana przez uczniów tczewskiego Technikum Mechanicznego. Chłopcy piszą ciekawie, nie zapominają też o wyważonym humorze. – Nie sądziliśmy, że nasza gazetka zajmie pierwsze miejsce – mówił Łukasz Lubieński, młody redaktor. – Nasze kolegium redakcyjne pracuje nad nią już od trzech lat. W tego typu konkursie wzięliśmy udział po raz pierwszy.
    Najmłodsza gazetka, którą zaprezentowano podczas konkursu, wydawana jest przez uczniów IV klasy Szkoły Podstawowej nr 12 w Tczewie.

    Autor artykułu: Anna Szramka

    Odwołany wójt

    Tuesday, May 29th, 2001

    Radni gminy Malbork, przy 12 głosach za i 2 przeciw, podczas sesji nadzwyczajnej odwołali wczoraj Zdzisława Borkowskiego z funkcji wójta. Wybrali na to stanowisko Danutę Zalewską, dotychczasową przewodniczącą Rady Gminy.

    Wniosek o odwołanie wójta Borkowskiego złożył 18 maja Jan Arukowicz. Zarzucał Z. Borkowskiemu przekroczenie uprawnień służbowych. Radny stwierdził, iż wójt doprowadził do sprzedaży torów kolejki wąskotorowej, niebędących własnością gminy wiejskiej Malbork. Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura rejonowa w Kwidzynie.

    - Nie zgadzam się z przedstawionymi zarzutami. Zanim zapadł wyrok w sądzie, wy już mnie skazaliście – mówił do radnych Z. Borkowski. – Uważam, że prokurator prowadzący śledztwo przekroczył swoje uprawnienia, udostępniając Danucie Zalewskiej materiał dowodowy. Dysponuje ona szczegółowymi notatkami z prowadzonego postępowania.
    Z. Borkowski mówi, że dotychczas nie był przesłuchiwany przez prokuraturę jako podejrzany. Twierdzi, że zeznania składał w charakterze świadka.

    - Tory zostały ukradzione i sprzedane. Ustaliliśmy miejsce sprzedaży, ale dla dobra prowadzonego dochodzenia nie mogę ujawnić tej informacji – mówi Mirosław Andryskowski, prokurator rejonowy w Kwidzynie. – Znamy także sprawcę kradzieży, któremu zostaną postawione zarzuty. W chwili obecnej przebywa on na leczeniu w szpitalu.
    Z. Borkowski nadal pełni funkcję radnego.

    Autor artykułu: (jeż)

    Zenon Pepliński z Sierakowic podtrzymuje kaszubską tradycję

    Monday, May 28th, 2001

    W małym warsztaciku stolarskim w Sierakowicach z półek spoglądają groźnie diabelskie głowy.
    Są one elementem najstarszego ludowego instrumentu kaszubskiego – diabelskich skrzypiec. Ich wykonawcą jest Zenon Pepliński z Sierakowic.

    Pan Zenon jest rodowitym Kaszubą, urodził się i mieszka w Sierakowicach. Jak twierdzi, nigdy nie przypuszczał, że będzie ludowym artystą. Jego pasja rozwinęła się dopiero po odbyciu służby wojskowej. Wówczas zapisał się do Kaszubskiego Zespołu Pieśni i Tańca Sierakowice. Gra w nim na kontrabasie i śpiewa. Pierwsze niewielkie skrzypce pan Zenon robił przez kilkanaście dni. Była to praca na zasadzie prób i błędów. Swoje dzieło pokazał znajomym. Ku jego radości, instrument znalazł nabywcę.

    Przez kolejne miesiące powstawały instrumenty różnej wielkości. Były niby do siebie podobne, różniły się jednak głowami. Niekiedy na warsztatowych półkach stało aż trzysta groźnie spoglądających diabełków. – Pierwsze instrumenty robiłem w domu. Było przy tym jednak sporo kurzu i bałaganu, żona zaczęła narzekać. Zorganizowałem więc sobie mały warsztacik w garażu – wspomina Zenon Pepliński. – Zainteresowanie tego typu pamiątką wzrastało, więc i pracy przybyło. Zacząłem też jeździć na jarmarki i prezentacje twórców ludowych. Do mojego stoiska z diabełkami często podchodzili klienci i pytali co to jest. Opowiadałem im o tym instrumencie i krążącą na jego temat przypowiastkę. Otóż jeśli panna pocałuje takiego diabła w noc świętojańską, na pewno do końca roku wyjdzie za mąż.

    Po kilku latach pan Zenon zainteresował się również rzeźbą. Pierwszą jaką wykonał była figurka Matki Boskiej, a potem kaszubskiego wędrowca. W zgłębianiu tajników tej sztuki pomagał mu kolega – twórca ludowy z Ukrainy. Dzisiaj Zenon Pepliński rzeźbi kaszubskich gburów, drwali, rybaków, czy żniwiarzy. Największą rzeźbą, którą udało mu się wykonać był rybak, mierzył 120 cm. Ostatnio próbuje również wykonywać meble w stylu kaszubskim, głównie stoliki i stoły.

    Autor artykułu:
    (dak)