Zwycięstwem 3:1 (2:1) nad Polarem Wrocław zakończyli swoje tegoroczne występy piłkarze Arki Prokom Gdynia. Środowe spotkanie oglądała najmniejsza liczba kibiców w tym sezonie. Na stadion pofatygowało się zaledwie około 1200 sympatyków Arki. Ale też mecz rozpoczął się wcześnie, bo o trzynastej.
- Oglądała nas garstka kibiców, jednak swoim gorącym dopingiem pomogli nam w odniesieniu tego ważnego zwycięstwa – powiedział trener Wiesław Pisarski.
Wynik meczu był niezwykle ważny dla dalszych losów gdyńskiej drużyny w II lidze. Dlatego też władze klubu zdecydowały się wysłać piłkarzy na dwudniowe zgrupowanie do Cetniewa. Choć stawka meczu była olbrzymia, piłkarze nie odczuwali presji.
- W każdym klubie, w którym do tej pory grałem, walczyliśmy o utrzymanie i każde spotkanie było niezwykle ważne – mówił po spotkaniu Michał Smarzyński. – Zresztą wiedziałem, że wygramy. Chciałem nawet postawić tysiąc złotych na nasze zwycięstwo u bukmachera, ale niestety w polskiej drugiej lidze nie można grać na pojedyncze spotkania – dodał.
Początek meczu nie zapowiadał jednak wygranej. W 5 min goście objęli prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Rafał Lis uprzedził Marka Rybkiewicza i z bliska zdobył pierwszego gola.
Jak później przyznawali sami piłkarze, ta bramka ich jeszcze bardziej zmobilizowała. Ale musiał upłynąć kwadrans, aby gospodarze złapali właściwy rytm gry. W 23 min po bardzo ładnej akcji żółto-niebiescy wyrównali. Sławomir Twardygrosz zagrał na prawą stroną do Smarzyńskiego, ten płasko zacentrował do Andrzeja Jasińskiego, który skutecznym strzałem zdobył swojego pierwszego gola w barwach Arki.
Chwilę później obrońca wrocławskiej drużyny, Andrzej Ignasiak, zagrał w polu karnym piłkę ręką, ale sędzia tego nie zauważył i nie podyktował “jedenastki”. Arka nie dawała za wygraną i raz po raz przeprowadzała groźne akcje. Polar też miał szansę. W 41 min Marcin Narwojsz groźnie strzelał z ostrego kąta, ale Jacek Wosicki stanął na wysokości zadania.
Gdynianie prowadzenie objęli przed samą przerwą. Najpierw piękną akcję lewą stroną przeprowadził Rafał Murawski, który ostatnio otrzymał powołanie od trenera Edwarda Klejndinsta na konsultacje kadry olimpijskiej. Po jego dokładnym podaniu Sławomir Kułyk, będąc w znakomitej sytuacji, źle trafił w piłkę. Na szczęście przejął ją na prawym skrzydle Mariusz Radoń. Po precyzyjnym dośrodkowaniu Piotr Burlikowski nie miał problemów z umieszczeniem piłki w siatce.
W 85 min i obrońcy, i bramkarz Polaru byli już jednak bezradni wobec uderzenia głową Łukasza Kowalskiego, który tym samym z czterema bramkami na koncie został najskuteczniejszym piłkarzem Arki w rundzie jesiennej. Uradowany strzelec zademonstrował nam… “gest Kozakiewicza”.
- Ten gest nie był adresowany do żadnej konkretnej osoby. Po prostu wyraziłem swoją opinię. Uważam, że Arka nie ma prawa spaść z drugiej ligi – powiedział “Kowal”. W końcówce gdynianie mogli zdobyć jeszcze czwartą bramkę, ale strzał Smarzyńskiego po wymanewrowaniu trzech rywali trafił w słupek, a dobitka Kułyka została wybita z linii bramkowej. – Uważam, że Arka była lepsza i wygrała zasłużenie – przyznał po meczu trener Polaru, Artur Nahajło.
Wiesław Pisarski, trener Arki Prokom
- Był to dla nas mecz “podwyższonego ryzyka”. Nie musiałem specjalnie motywować moich piłkarzy, bo doskonale zdawali sobie sprawę z tego, co ich czeka w przypadku porażki lub remisu. Presja była olbrzymia. Stracona już na początku meczu bramka podziałała na nas mobilizująco.
Autor artykułu: (Bed)