Archive for November, 2001

Gdyński trollino i gdańskie tramwaje

Wednesday, November 28th, 2001

20 listopada opublikowaliśmy materiał dotyczący trolejbusu trollino, zwycięzcy corocznej nagrody Izby Gospodarczej Komunikacji Miejskiej w Warszawie ,Złote Koła Komunikacji Miejskiej”.
Medal przyznano w kategorii tramwaj. Opierając się na informacjach gdyńskiego Zarządu Komunikacji Miejskiej napisaliśmy, że -”Trollino zdeklasował nawet nowoczesne gdańskie tramwaje”.

Izabela Kozicka – Prus, rzecznik prasowy Zakładu Komunikacji Miejskiej w Gdańsku przysłała do redakcji sprostowanie:

,W materiale pt. Trollino medalista, autorka jednoznacznie stwierdza, że gdyński trolejbus zdeklasował gdańskie tramwaje Citadis i otrzymał medal (…) Niestety trolejbus nie mógł zdeklasować Citadisa, ponieważ producent tego tramwaju nie przystąpił do wspomnianego konkursu. Należy też zauważyć, że w kategorii ,tramwaje” zaprezentowano tylko jeden pojazd i nie był to tramwaj, tylko właśnie ,Trollino”. (…) Są to dwa zdecydowanie różne pojazdy, których w żaden sposób nie można porównać”.

Olgierd Wyszomirski, dyrektor Zarządu Komunikacji Miejskiej w Gdyni odpowiedział:

,- (…) Informacje zawarte w notatce pt. ,Trollino medalista” są jak najbardziej prawdziwe. (..) Do rywalizacji można zgłosić produkty dostarczone do polskich miast w bieżącym roku. Zgłoszenia takiego dokonuje producent, przekonany o tym, że jego wyrób reprezentuje właściwą klasą techniczną i wnosi do techniki komunikacji miejskiej nowoczesne rozwiązania. Następnie jury (składające się z Rady Nadzorczej i Zarządu IGKM oraz Sekretarza Naukowego Krajowej Konferencji Komunikacji Miejskiej) dokonuje przesłuchań ekspertów, którzy oceniają poszczególne wyroby. Prace jury odbywają się zgodnie ze szczególnym regulaminem. ZKM w Gdyni skontaktował się z prezesem IGKM p. mgr inż. Jerzym Chudzickim i po konsultacji z p. prezesem – podtrzymujemy w pełni nasze stanowisko. Fakt niezgłoszenia wyrobu do konkursu świadczyć może bowiem o przekonaniu, że nie miałby on żadnych szans w rywalizacji”.

Tyle cytatów. Bardzo dobrze się dzieje, gdy obydwa zarządy komunikacji miejskiej zachwalają tabor, którym dysponują. Na pewno na tak zdrowo pojętej rywalizacji skorzystają pasażerowie.

Autor artykułu: (RM)

Straż Miejska ratuje zabytki

Wednesday, November 28th, 2001

Zabytkowe bloki kamienne odkryli pracownicy Straży Miejskiej w Gdańsku. Natrafili na nie w Oruni przy ul. Smolnej. Mieszkańcy domów przy tej ulicy nie wiedzą, skąd się tam tak wielkie kamienie wzięły.
Zabytki, leżące na poboczu ulicy Smolnej, dostrzegł Mariusz Jaskulski, kierownik Referatu Straży Miejskiej w Gdańsku.

Prywatnie jest przewodnikiem turystycznym, więc zwrócił na kamienne bloki uwagę.
Okazuje się, że na bezpańsko leżące bloki, prawdopodobnie z piaskowca, patrzyło wielu fachowców. Zastanawiali się, jak zrobić z nich pożytek.

- To są zabytkowe kamienie – stwierdzają Ludwik Lost i Czesław Madejewski, mieszkańcy ul. Smolnej w Gdańsku Oruni. – Napisy są poniemieckie. O, tu jest jeszcze jakiś herb – mówią, pokazując płaskorzeźby na kamiennych blokach. Niestety, wizerunek herbu jest zniszczony.
- Pamiętam, że w latach siedemdziesiątych je tu przywieźli – informuje Ludwik Lost. – Ktoś chciał je wziąć na nagrobki. Nie wiem, dlaczego nie zabrał. Może nie miał odpowiedniego środka transportu. Musiałby ktoś z archeologów przyjechać i zbadać te kamienie.
- Być może bloki te zostały wywiezione ze starówki – snują przypuszczenia panowie Ludwik i Czesław.

Zabytkowymi kamieniami zainteresowało się Muzeum Historyczne Miasta Gdańska. Zostaną one zbadane. Może uda się ustalić, skąd pochodzą. Kamienie mają kształty sześcianów, o boku długości około metra.

Autor artykułu: Kazimierz Netka

Pierwszaki w bosmanacie

Tuesday, November 27th, 2001

JASTARNIA. W szkole podstawowej działa klasa, której uczniowie uczą się języka kaszubskiego. Uzupełnieniem lekcji są wizyty uczniów w miejscowych muzeach, w porcie rybackim i w latarni morskiej.

- W ten sposób dzieci poznają jak ludzie żyli tu kiedyś i jak żyją obecnie – twierdzi Jolanta Selin, wychowawczyni klasy I a, w której naucza się języka kaszubskiego. – Przede wszystkim uczniowie poznają rybołówstwo, które do niedawna było w Jastarni zajęciem całej tutejszej ludności.

Ostatnio dzieci zwiedzały bosmanat portu, w którym znajdują się eksponaty związane z codziennym życiem rybaków i ich rodzin.

- Niezwykle miło było oprowadzać takich gości – twierdzi bosman Jan Wysocki. – Świadczy to bowiem o tym, że bosmanat jest również miejscem edukacji regionalnej.

Później w szkole, dzieci powtarzały kaszubskie nazwy oglądanych przedmiotów oraz rysowały te najbardziej zapamiętane.

- Dzieci najbardziej zapamiętały sieci rybackie i zasuszone ryby – ocenia pani Jolanta.

Autor artykułu: (R.S.)

Partnerskie kontakty

Tuesday, November 27th, 2001

HEL. Delegacja samorządowców gościła z wizytą w niemieckiej gminie Hermeskeil na zaproszenie tamtejszych władz.

Hermeskeil leży w powiecie Trier, który podpisał porozumienie o partnerstwie z powiatem puckim. Do Niemiec pojechali Mirosław Wądołowski, burmistrz Helu, Irena Sojecka, wicedyrektor tutejszego Zespołu Szkół Ogólnokształcących, radny Jan Naturski, przewodniczący komisji oświaty i radny Paweł Wojna, przewodniczący komisji rewizyjnej. W Hermeskeil spotkali się z burmistrz Iloną König, uczestniczyli w seminarium dotyczącym organizowania i finansowania partnerstwa miast polskich i niemieckich.

- Obejrzeliśmy proekologiczne inwestycje w gminie, podobne do tych, które sami realizujemy – relacjonuje burmistrz Wądołowski. – Rozmawialiśmy o wymianie młodzieży, która wkrótce nastąpi.

Samorządowcy obu gmin chcą podpisać umowę o partnerstwie. W marcu przyszłego roku przedstawiciele Hermeskeil złożą rewizytę w Helu. Miasto to nie ma żadnej zagranicznej gminy partnerskiej.

Autor artykułu: (mid)

Przedsmak strzelania

Tuesday, November 27th, 2001

JASTARNIA. Już od kilku miesięcy prowadzone są rozmowy w sprawie utworzenia klubu strzeleckiego. Inicjatywa wyszła ze strony Ligi Obrony Kraju i natychmiast spotkała się z zainteresowaniem ze strony miejscowej szkoły podstawowej i gimnazjum. Podczas, gdy trwają dyskusje nad utworzeniem klubu, w obu szkołach zorganizowano turniej strzelecki dla młodzieży.

- O potrzebie utworzenia takiego klubu świadczy chociażby ogromne zainteresowanie turniejem – twierdzi Leszek Herrmann, nauczyciel wychowania fizycznego w szkole podstawowej w Jastarni. – Z 39 uczestników turnieju, niemal wszyscy wyrazili gotowość wstąpienia do klubu strzeleckiego.

Strzelano z dwóch pistoletów pneumatycznych, a cały turniej odbywał się pod opieką doświadczonych instruktorów: Jerzego Greszkiewicza i Arkadiusza Makowskiego. Ponadto Jerzy Greszkiewicz, brązowy medalista Igrzysk Olimpijskich w Montrealu, pokazał młodzieży pistolet używany przez olimpijczyków oraz zdobyty przez siebie brązowy medal.

Turniejowe zmagania zostały podzielone na dwie kategorie wiekowe. Wśród gimnazjalistów najcelniej strzelał Filip Selin, przed Szymonem Pieperem i Łukaszem Pędzimąż. W kategorii uczniów szkoły podstawowej zwyciężył Kamil Herrmann, wyprzedzając Piotra Pałkę i Patryka Żygadło.

Autor artykułu: (R.S.)

Cud w antykwariacie

Monday, November 26th, 2001

Autorzy cyklu albumów “Był sobie Gdańsk” Donald Tusk, Wojciech Duda i Grzegorz Fortuna zaprezentowali w niedzielę wielką kolekcję fotografii Gdańska z przełomu lat 30. i 40., która będzie trzonem kolejnej części serii.

Zbiór ok. 130 zdjęć trafił kilka tygodni temu do antykwariatu Starocie w Sopocie. Właściciel firmy Marek Knoblauch współpracuje od lat z autorami albumów, więc znalezisko w ekspresowym tempie zmienia się w książkę. Z pewnością zagości pod setkami trójmiejskich choinek.

Zdjęcia zostały zrobione najprawopodobniej w pierwszych miesiącach II wojny światowej w Gdańsku i jego okolicach. Datowanie fotografii ułatwiło m.in. zdjęcie zbombardowanego mostu kolejowego w Tczewie. Na dwóch zdjęciach znalazła się pieczątka zakładu fotograficznego Hansa Lenza z Gotenhafen, czyli z Gdyni z czasu okupacji niemieckiej. Nie wiadomo czy Lenz był autorem zdjęć, ale na kilku fotogramach pojawia się postać postawnego mężczyzny, jest więc szansa na ustalenie jego personaliów i rozwikłanie kwestii autorstwa. – Autor mógł być profesjonalistą, ale najprawdopodobniej był zdolnym amatorem – analizuje Grzegorz Fortuna. – Najważniejsza jest wartość dokumentalna tych fotografii.

- Stała się rzecz magiczna – mówi Wojciech Duda. – Dotąd o takich znaleziskach słyszeliśmy w związku z renomowanymi antykwariatami w Paryżu lub w Wiedniu. Autorowi mimowolnie udało się za pomocą migawki aparatu napisać fascynujący esej o Gdańsku w bardzo szczególnym, upiornym i melancholijnym momencie historii.

Rzeczywiście, świat przedstawiony na fotografiach emanuje przedziwnym klimatem na pięć minut przed zagładą. Gdańsk pokazany przez anonimowego fotografa jest zaludniony przez zuniformizowany tłum. – Nastrój tych zdjęć kontrastuje drastycznie z migawkami z początków minionego wieku, które były podstawą poprzednich części serii – dodaje Duda. – Wygląd budynków i ludzi zmienił się nieuchwytnie, ale bardzo wyraźnie.

Materiał ilustracyjny albumu uzupełniły niepublikowane zdjęcia ze zbiorów dwóch trójmiejskich kolekcjonerów: Krzysztofa Gryndera i Piotra Popińskiego.

  • Donald Tusk, współautor albumu, polityk PO

    - Czwarta część naszego cyklu powstaje dzięki fantastycznemu zrządzeniu losu. Mam zresztą nadzieję, że los uśmiechnie się do nas jeszcze nie raz. Przy okazji obecnej edycji przekonaliśmy się, jak zmieniły się warunki pracy. Praca redakcyjna w ciągu ostatnich pięciu lat skurczyła się z kilku miesięcy do kilku dni, co jest nie tylko zasługą coraz lepszych komputerów, ale także naszej pogłębiającej się wiedzy i doświadczenia. Jestem względnie spokojny o sukces rynkowy naszego albumu – przekonaliśmy się, że każdą książkę o Gdańsku wydaną na odpowiednim poziomie kupuje co najmniej 5 tys. gdańszczan.

  • Grzegorz Fortuna , współautor albumu , dziennikarz

    - Kolejna część cyklu nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie doszło do tego znaleziska. Wydawało mi się, że wydany w zeszłym roku trzeci tom będzie ostatnim. Trudno mi powiedzieć, czy cykl będzie kontynuowany, to zależy tylko od napływu nieznanego materiału. Nie mogę jednak mówić nic kategorycznego, bo jeszcze kilka tygodni temu byłem przekonany, że spenetrowaliśmy już środowisko kolekcjonerskie i rynek antykwaryczny. Atrakcyjnym pomysłem byłoby może wydanie albumu o przedwojennym i wojennym Pomorzu, ale większość dostępnego materiału została już wydana w poszczególnych miastach naszego regionu i tu też musimy czekać na nowe odkrycia.

    Autor artykułu: Tomasz Rozwadowski

  • Amerykanina ni śladu

    Monday, November 26th, 2001

    Na tegorocznym Jazz Jantar zabrakło muzyków z ojczyzny jazzu. Na szczęście Europejczycy bawili się świetnie we własnym towarzystwie.

    Jazz Jantar 2001 zapisze się w muzycznej historii Trójmiasta także z powodów lokalowych. Po raz pierwszy odbył się w nowej siedzibie organizatora, czyli klubu Żak we Wrzeszczu. Sala koncertowa Żaka zdała egzamin w stu procentach. Ma dobrą akustykę, optymalną dla koncertów jazzowych pojemność i wyraźnie wypełnia ją dobry duch. Doczekaliśmy się klubu z prawdziwego zdarzenia. Miejsce podoba się nie tylko publiczności – muzycy w kuluarowych rozmowach chwalili klub za komfortowe warunki i przyjazną atmosferę.

    Pierwszy, czwartkowy koncert otworzył egzotyczny duet Boogie Circus. Grający na fortepianie Brytyjczyk Steve “Big Man” Clayton i niemiecki perkusista Michael Maas zagrali set złożony wyłącznie ze standardów boogie-woogie. Kompetentni muzycy przenieśli nas na godzinę w atmosferę klubów amerykańskiego Południa z lat 40. i 50. Dawno nie słyszeliśmy w Gdańsku tak bezpretensjonalnej i dobrze podanej muzyki do tańca.

    Prawem kontrastu wieczór został zamknięty przez czysto jazzowy kwartet Zbigniewa Namysłowskiego. Lider jest prawdziwym fenomenem na polskiej scenie. Mimo przekroczonej sześćdzisiątki gra doskonały, bardzo współczesny i odkrywczy jazz. Obecny kwartet saksofonisty znów jest oparty na najzdolniejszych muzykach młodego pokolenia: oprócz znakomitej sekcji rytmicznej – Grzegorza Grzyba i Ola Walickiego – lider pozyskał największy od lat polski talent pianistyczny Sławka Jaskułke.

    Drugi dzień był wycieczką w krainę polskiej alternatywy muzycznej ostatnich piętnastu lat. Trójmiejsko-bydgoski Łoskot Mikołaja Trzaski i supergrupa YeShe Antoniego Gralaka pokazały, że gwiazdy klubów potrafią zawalczyć na dużej scenie. Jednak największe oczekiwania wiązano z finałem.

    Sobotni koncert rozpoczął wrocławski Robotobibok. Występ można skomentować krótko: od pojawienia się na polskiej scenie Miłości czyli schyłku lat 80. nie było większego objawienia. Zdecydowanie rozpoczyna się nowy rozdział. Wrocławianie powalają miksturą szaleństwa, dyscypliny i profesjonalizmu. Olbrzymi profesjonalizm pokazał też wybitny norweski trębacz Nils Petter Molvaer . Sceptycy szeptali w holu, że jego występ był kopią transowych koncertów Milesa Davisa sprzed 30 lat. Być może, ale znaczy to tylko tyle, że geniusz tworzył trzy dekady w przód, a jeden z lepszych muzyków nowego tysiąclecia wrócił do proroczych wizji mistrza i zniewolił jantarową publiczność.

    Autor artykułu: Tomasz Rozwadowski

    Zapał nie ustaje

    Monday, November 26th, 2001

    KOSZYKÓWKA. Kadetki UKS Bliza Władysławowo przegrały z wyżej notowanymi zawodniczkami Piątki II Tczew 49:84 (23:46).

    W pierwszej kwarcie władysławowianki zagrały ze zbyt dużym respektem do przeciwniczek. Były zbyt wolne w obronie, co było przyczyną bardzo dużej liczby przewinień (12).

    - Później już nasza gra zaczęła nabierać konkretnych kształtów – uważa Maciej Deling, trener Blizy. – Jednak nie na tyle, aby w jakikolwiek sposób zagrozić naszym rywalkom.

    Trenera kadetek cieszy fakt, że zawodniczki niewychodzące w pierwszej piątce, zaczynają godnie zastępować koleżanki z pierwszego składu.

    - Ten wynik nie jest, jakby się mogło wydawać, katastrofą – uważa trener Deling. – Z tak klasowym przeciwnikiem należy uznać ten wynik za korzystny. Pierwszy zespół Tczewa jest jednym z najlepszych w Polsce. My natomiast do rozgrywek wojewódzkich weszliśmy w tym roku szkolnym.

    Kadetki Blizy trenują koszykówkę dopiero od dwóch lat. Brakuje im ogrania, które rywalki zdobywały choćby w rozgrywkach młodziczek.

    - Cieszy mnie również, że zapał moich zawodniczek nie opada – mówi Maciej Deling. – Powiem więcej, mimo że wygraliśmy jak na razie tylko raz, zapał ten cały czas rośnie. To dobrze wróży nam na przyszłość.

    Najwięcej punktów dla UKS Bliza zdobyły: Dominika Klimas 13, Laura Abucewicz 11 i Natalia Żaczek 10.

    Autor artykułu: (jan)

    Fabryka będzie działać

    Saturday, November 24th, 2001

    SŁUPSK. Bydgoska fabryka Mebli wycofuje się ze Słupska. Na zwolnienie czeka około 400 pracowników.

    - Załamał się rynek meblarski – mówi Jerzy Mazurek, prezydent Słupska. – Nie ma popytu na sosnowe meble produkowane przez tą fabrykę. Jednak nieoficjalnie mogę powiedzieć, że jest duża szansa, że fabryka, która istnieje od 150 lat, nie przestanie działać.

    Prezydent miasta od kilku dni prowadzi rozmowy z Rolfem Demuthem, jednym z głównych udziałowców niemieckiej firmy Schiedeir, która w samej Polsce posiada już 10 fabryk mebli.
    - Na bazie Słupskiej Fabryki Mebli ma powstać zupełnie nowa spółka – wyjaśnia Mazurek. – Pan Demuth jest zainteresowany naszą propozycją. Część osób znajdzie zatrudnienie w nowej firmie. Ilu pracowników będzie potrzebowała nowa firma nie wiem, wszystko zależy od kontraktów, jakie uda jej się podpisać. Najważniejszy jednak jest fakt, że fabryka ma już w styczniu podjąć produkcję.

    Autor artykułu: JJ

    Czekamy na decyzje

    Saturday, November 24th, 2001

    Rozmowa z Adamem Fajferem, żużlowcem Wybrzeża Gdańsk

    - Zostajesz w Gdańsku?

    - Żadne rozmowy nie odbyły się. Nawet nie wiem, co się dzieje w klubie. Z nikim nie można się skontaktować, także z trenerem Romualdem Łosiem. Prezydent choruje, a poza tym podobno szuka sponsorów. Na razie nie denerwuje się zaległościami.

    - Prowadzisz negocjacje z przedstawicielami innych klubów?

    - Otrzymałem dwie propozycje, po jednej z ekstraligi i pierwszej ligi. Poważnie zastanawiam się nad przeprowadzką, chociaż wszystko wyjaśni się po zatwierdzeniu zmian w rozgrywkach ligowych przez GKSŻ. Na pewno znajdę się na liście transferowej z kwotą 100 tys. zł. Niemniej biorąc pod uwagę jeden z punktów umowy z Wybrzeżem, który nie został zrealizowany, mogę kosztować mniej.

    - Jak duży był twój wkład w awans do ekstraligi?

    - Powiem szczerze, że spory. Być może niektóre spotkania nie były w moim wykonaniu najlepsze, niemniej generalnie nie zawiodłem. Nawet w ostatnim, decydującym meczu z RKM Rybnik w Gdańsku wywalczyłem osiem punktów.

    - Niektórzy głośno mówili, że o kilka “oczek” za mało. Jeśli rybniczanie awansowaliby do ekstraklasy, prawdopodobnie na tobie fani Wybrzeża wieszaliby psy…

    - Być może, ale nie czułbym się winny. Na zdobycz drużyny składają się osiągnięcia sześciu, a nawet siedmiu zawodników. Zresztą nie wiem, dla kogo wywalczyliśmy ten awans. Chyba tylko dla kibiców, bowiem dla klubu to poważne kłopoty. Brakuje pieniędzy i nie wiadomo co dalej. Ten zespół potrzebuje wzmocnień, przynajmniej seniora z prawdziwego zdarzenia i pewniejszego zawodnika zagranicznego. Nicki Pedersen potrafi wszystkich zaskoczyć, ale zarówno in plus, jak i in minus.

    - Czy prezydent Wybrzeża, Henryk Majewski, znajdzie pieniądze?

    - Należy wierzyć, że tak. Żużel to wciąż popularny sport, zwłaszcza w Trójmieście. Osobiście dziwię się, że miasta nie interesuje los tak zasłużonego klubu jak Wybrzeże.

    - Przyłączam się do tej opinii. Po Spójni i Starcie może przyjść koniec na następny gdański klub.

    Autor artykułu: Maciej Polny