Archive for January, 2002

Powiatowe eliminacje XIV Ogólnopolskiego Konkursu Wiedzy o Filmie

Monday, January 28th, 2002

Uczniowie Technikum Wikliniarskiego: Witold Jaworski i Tomasz Krupa zostali zwycięzcami powiatowych eliminacji XIV Ogólnopolskiego Konkursu Wiedzy o Filmie. Organizatorem imprezy był Dyskusyjny Klub Filmowy Powiększenie. W eliminacjach wzięło udział osiem dwuosobowych zespołów reprezentujących kwidzyńskie szkoły ponadgimnazjalne.

- Poziom rywalizacji był niezwykle wysoki. Zwycięzcy uzyskali 38 pkt. na 55 możliwych. Pytania konkursowe były bardzo trudne. Dotyczyły niekiedy bardzo drobiazgowej historii filmu, znajomości muzyki filmowej, historii kina czy na przykład szczegółowej filmografii Alfreda Hitchcocka – mówi Zbigniew Koban, prezes DKF Powiększenie.

Druga lokata przypadła duetowi reprezentującemu I Liceum Ogólnokształcące w składzie: Katarzyna Schaefer i Michał Orzechowski, a trzecia Łukaszowi Blumie i Markowi Drobyszowi z technikum. Eliminacje wojewódzkie odbędą się w lutym. Główną nagrodą jest indeks na kierunek filmoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

Autor artykułu: (chan)

Bal charytatywny w “piątce”

Monday, January 28th, 2002

Blisko 200 osób bawiło się podczas III Balu Dobrych Serc, który odbył się w auli Szkoły Podstawowej nr 5 im. UNICEF. Dochód z zabawy zasili konto Fundacji Szkoły Otwartych Serc, działającej przy placówce.

- Imprezę zorganizowaliśmy z myślą o dzieciach uczęszczających do klas integracyjnych. Od września w szkole rozpoczną naukę dwie niewidome dziewczynki, dlatego musimy zakupić maszyny do pisania brajlem. Chcemy również kupić komputer dla dzieci z niedosłuchem. Każde z tych urządzeń kosztuje około 3,5 tys. zł – wyjaśnia Elżbieta Sumowska, dyrektor szkoły.
E. Sumowska potwierdza, że impreza zdobywa coraz szersze grono zwolenników.

- Po raz kolejny spotkali się tu ludzie, którym bliski jest los niepełnosprawnych. Cieszymy się, że wspierają naszą inicjatywę. Wszyscy chętnie kupowali losy. Brali również udział w licytacji. Dzięki temu podczas balu udało nam się zgromadzić sporą sumę. Obecnie trwa liczenie pieniędzy – mówi E. Sumowska. – Mam nadzieję, że wszyscy dobrze się bawili.
Dyrektor podkreśla, że zabawa nie odbyłaby się, gdyby nie pomoc życzliwych osób.
- Dzięki sponsorom, którzy od kilku lat są z nami i przekazują nagrody, możemy urozmaicić zabawę – dodaje E. Sumowska.

Na sprzęt
Podczas dwóch poprzednich zabaw zebrano około 12 tys. zł. Pieniądze te oraz kwota uzyskana podczas tegorocznej imprezy zostaną przeznaczone na zakup sprzętu dla dzieci uczęszczających do klas integracyjnych. Utrzymanie takich oddziałów jest kosztowne, dlatego dyrekcja placówki w różny sposób stara się zdobywać środki. Obecnie w każdej klasie integracyjnej uczy się 15 zdrowych dzieci oraz 5 z wadami, m.in. słuchu, mowy i innymi. Od września uruchomiony zostanie oddział, w którym naukę rozpoczną dzieci niewidome.

Autor artykułu: (jotka)

Rozgrywki Ligi wojewódzkiej juniorów młodszych

Monday, January 28th, 2002

Kolejne dwa punkty zdobyli w rozgrywkach ligi wojewódzkiej juniorzy młodsi tczewskiego Sambora I. Po bezbarwnej i słabej w wykonaniu obu zespołów pierwszej połowie i okresach koncertowej wręcz gry tczewian w drugiej części meczu, samborzanie pokonali w hali tczewskiego Gimnazjum nr 3 szczypiornistów MTS Kwidzyn 30:17 (8:5).

Do przerwy na boisku dominowały chaos, niedokładność i nieskuteczność. Znajdowało to odzwierciedlenie na tablicy wyników. Rezultat zmieniał się bardzo powoli. Zupełnie inaczej przebiegała druga część spotkania. Po dość wyrównanym początku (w 30 min było 12:7 dla Sambora) nastąpił okres koncertowej gry miejscowych. Przez kolejne 7 minut podopieczni trenera Tomasza Śmiełowskiego grając bardzo uważnie w obronie nie pozwolili kwidzynianom na strzelenie bramki, a sami aż 11-krotnie umieszczając piłkę w siatce rywali praktycznie rozstrzygnęli o losach zwycięstwa w tym meczu. W końcowych fragmentach spotkania zmęczeni utrzymywaniem wysokiego tempa gry tczewianie rozluźnili nieco szyki, co pozwoliło kwidzynianom zmniejszyć rozmiary porażki.

  • Liczba meczu
    11
    Tyle bramek w ciągu 7 minut strzelili, nie tracąc żadnej, szczypiorniści Sambora Tczew w spotkaniu z MTS Kwidzyn.

  • Sambor Tczew
    Radosław Kądziela, Andrzej Stolc – Daniel Lesiński 6, Przemysław Roziński 5, Tomasz Pasierb 6, Rafał Szulc 8, Marcin Karlin 4, Robert Műller 1, Bartłomiej Ormianin i Marcin Machlikowski.

  • Tomasz Śmiełowski
    trener Sambora Tczew

    - W pierwszej połowie chłopcy wyszli na parkiet chyba zbyt spięci. Za bardzo chcieli wygrać, a wiadomo, że wówczas nie wszystko wychodzi. W drugiej części strzelając 11 bramek w przeciągu 7 minut i nie tracąc w tym okresie żadnej, pokazali, że drzemią w nich ogromne możliwości.

    Autor artykułu: Zbigniew Brucki

  • Powodzianie przed przeprowadzką

    Monday, January 28th, 2002

    O bezprawne działania oskarżają miasto właściciele domów i gruntów w “koloniach” na gdańskiej Oruni.

    - Urzędnicy gdańskiego magistratu zupełnie nie interesują się naszą sytuacją po lipcowej powodzi – twierdzi Jerzy Kuczyński, właściciel domu nr 15 na Kolonii Orce na Oruni. – Do nowych mieszkań przeprowadzają wyłącznie najemców zniszczonych budynków z tego terenu. A co z nami? W magistracie usłyszałem, że mam się zrzec prawa do domu i działki, a wtedy miasto da mi mieszkanie komunalne. To granda i bezprawie, żeby coś takiego proponować! Nie wspomnieli nawet o odszkodowaniu za moją własność!

    Posiadacze działek i budynków w dolnej części Oruni twierdzą, że znaleźli się w sytuacji patowej.
    - Od powodzi minęło pół roku, a miasto nadal nie uprzątnęło zawalonych domów i wysypisk śmieci, które tworzą teraz krajobraz “kolonii” – dodaje Janina Kuczyńska. – Żyjemy tu, jak w slamsach. Za sąsiadów muszą nam wystarczyć sterczące, zabite deskami mury domów i gniazda szczurów. Gryzonie są wszędzie, gnieżdżą się w śmieciach, wciskają do naszego budynku.

    Mieszkańcy obawiają się nadejścia wiosny, bo epidemia jest wówczas nieunikniona. Tym bardziej, że podczas powodzi teren został zalany także skażoną fekaliami wodą.
    - Epidemią nas nie wezmą – rzuca Jerzy Kuczyński. – I tak nie przyjmiemy krzywdzącej dla nas oferty miasta.
    - Zgadzam się na przeprowadzkę, ale nie do mieszkania komunalnego – mówi Eugeniusz Sosnowski, poszkodowany w powodzi współwłaściciel domu przy ulicy Równej 36 na Oruni. – Niech miasto da mi w zamian inny dom. Wezmę nawet taki do remontu, byle w bezpiecznej okolicy, gdzie nie ma zagrożenia powodzią.

    Jarosław Zieliński, dyrektor Wydziału Mieszkalnictwa Urzędu Miejskiego w Gdańsku twierdzi, że nikt z urzędników nie proponował właścicielom budynków w na koloniach, by zrzekli się do nich praw na rzecz miasta.
    - Chcę jednak zaznaczyć, że ustawa o ochronie lokatorów zabrania przydzielenia mieszkania komunalnego posiadaczowi domu – informuje Jarosław Zieliński. – Zdajemy sobie sprawę z trudnej sytuacji powodzian – właścicieli działek czy kamienic. Jeśli czują się zagrożeni, schronienie znajdą w hotelu, jak inni powodzianie.
    Jak twierdzi Jarosław Zieliński, miasto oczekuje też od prywatnych właścicieli propozycji rozwiązania sytuacji.
    - Każdy wniosek, pomysł rozpatrzymy indywidualnie – obiecuje dyrektor Wydziału Mieszkalnictwa UM w Gdańsku.

  • Ryszard Gruda
    wiceprezydent Gdańska
    - Na Koloniach Mysiej, Roli, Orce jeszcze przed lipcową powodzią istniały budynki o bardzo złym stanie technicznym, które kwalifikowały się raczej do wyburzenia, nie zaś do mieszkania. W planach zagospodarowania przestrzennego miasta tereny te nie są przeznaczone pod zabudowę mieszkaniową. Oznacza to, że w przyszłości mieszkańcy zostaną wysiedleni. Osoby tam żyjące, zamieszkają w innych rejonach miasta.

    Autor artykułu: Sylwia Ressel

  • Akcja: Mówcie o balkonach!

    Monday, January 28th, 2002

    Tragiczny wypadek wydarzył się w sobotę 19 stycznia w Gdańsku. 80-letni Edmund Z., mieszkaniec budynku przy ulicy Olejarnej 7, wyszedł na balkon. Nagle konstrukcja runęła. Pod ciężarem mężczyzny zerwała się płyta balkonowa. Edmund Z. zginął na miejscu. Pisaliśmy o tym na naszych łamach.

    Po wypadku Powiatowy Inspektorat Budowlany w Gdańsku przeprowadził kontrolę. Stan balkonów okazał się katastrofalny i zagrażający ludzkiemu życiu. Czas to zmienić. Ludzie ginąć nie mogą tylko dlatego, że brakuje pieniędzy na remonty. Dlatego apelujemy do wszystkich Czytelników, aby włączyli się do naszej akcji. Pod bezpłatnym numerem infolinii 0 800 15 00 39 oczekujemy na wszelkie zgłoszenia dotyczące niebezpiecznych balkonów, dachów czy nawet całych budynków, które grozić mogą zawaleniem.
    Dzwonić można od poniedziałku do piątku w godzinach od 9 do 17. Redakcyjny fotoreporter zrobi zdjęcie niebezpiecznego balkonu, my opublikujemy je zaś w gazecie. Napiszemy także o tym, czy i jak miejscy urzędnicy zamierzają je wyremontować.

    Autor artykułu: (DL)

    Fundusz Poręczeń Kredytowych

    Friday, January 25th, 2002

    POWIAT PUCKI. 100 tys. zł gminy i powiat zgromadziły na koncie powiatowego Funduszu Poręczeń Kredytowych.

    - Tymi pieniędzmi możemy już obracać – informuje Lech Jędrzejczyk, przewodniczący Komisji Kwalifikacyjnej, działającej w ramach FPK. – Teraz będziemy starali się o dodatkowe środki, które pomogą powiększyć nasze konto.
    Myślą o pracodawcach

    Przy pomocy FPK będzie można poręczać kredyty tym, którzy mają pomysły, chcą zakładać swoje firmy, a nie mają na to dość pieniędzy.

    - Często przeszkodą w rozwoju własnej działalności jest brak pieniędzy – mówi Jarosław Białk, sekretarz stowarzyszenia Norda, które zainicjowało przedsięwzięcie. – Fundusz ma wspierać budowanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w powiecie puckim. Jest to sektor, który pozostaje głównym pracodawcą i katalizatorem rozwoju gospodarczego.
    Fundusz przeznaczony jest dla przedsiębiorców, ale również dla rybaków, rolników oraz bezrobotnych.

    O poręczenia będą mogli się ubiegać nie tylko mieszkańcy powiatu puckiego – choć oferta jest przygotowana głównie z myślą o nich.

    - Jeżeli zostaną spełnione wszystkie warunki, nasz fundusz poręczy również kredyt na przykład dla przedsiębiorcy z Łodzi – mówi sekretarz Jarosław Białk. – Ale tylko wtedy, gdy jego firma powstanie na naszym terenie i będzie zatrudniała mieszkańców naszego powiatu.

    Jak wyjaśniają w starostwie uzyskanie poręczenia swojego kredytu ma być maksymalnie uproszczone. Już w siedzibie Starostwa Powiatowego na ul. Orzeszkowej można odbierać niezbędne formularze.

    - Chcemy ograniczyć procedurę administracyjną do niezbędnego minimum – tłumaczy Jarosław Białk. – Oprócz zwyczajowych dokumentów potrzebnych bankowi wystarczy wypełnić jeden prosty wniosek.

    Sprawdzeniem finansowej kondycji kredytobiorców zajmie się bank. Ze strony FPK przyszłego klienta prześwietli Komisja Kwalifikacyjna, której szefuje przedsiębiorca Lech Jędrzejczyk.

    - Fundusz to nasz powiatowy sposób na powstrzymanie bezrobocia – wyjaśnia przewodniczący Jędrzejczyk. – Ale także szansa, dla tych którzy chcą się rozwijać i tworzyć nowe miejsca pracy.

    FPK ma pomóc przedsiębiorcom przyspieszyć uzyskanie kredytu, załatwić administracyjne procedury. Wreszcie być też żyrantem kredytu, który przedsiębiorcy chcą zaciągnąć w banku.

    - My, członkowie Komisji Kwalifikacyjnej, sami jesteśmy przedsiębiorcami, dlatego wiemy, jak pilne i potrzebne jest to zadanie – mówi Lech Jędrzejczyk.

    Autor artykułu: (pen)

    Lekkoatletki z medalami

    Friday, January 25th, 2002

    SPAŁA. Małgorzata Flejszar i Anna Kulesza wróciły z trzema medalami z pierwszych tegorocznych mistrzostw Polski juniorów. Największą niespodziankę sprawiła Anna Kulesza – przypomnijmy, że w ubiegłym sezonie startowała jeszcze jako młodziczka. W tym roku jej pierwszy start w gronie juniorek zakończył się zdobyciem tytułu mistrzowskiego. Ania dystans 300 m przebiegła w czasie 41,82.

    Dwa złote medale Małgorzaty Flejszar to potwierdzenie doskonałej formy naszej czołowej sportsmenki. Tym razem dwa biegi na 60 m (7,62) i 200 m (25,11) przyniosły jej nie tylko tytuły mistrzowskie ale również nowe rekordy życiowe.
    Przypomnijmy, że utalentowana podopieczna Teresy Jaskułki wystartuje w tym roku na juniorskich mistrzostwach świata.

    Autor artykułu: (pen)

    Uniwersytet szkołą życia

    Friday, January 25th, 2002

    W Kaszubskim Uniwersytecie Ludowym w Starbieninie odbyło się międzynarodowe seminarium z udziałem Duńczyków, Szwedów, Niemców oraz Polaków, związanych ze szkołami ludowymi. Rozpoczęli oni pracę nad projektem ,Uniwersytet Ludowy – szkołą życia”. Głównym założeniem projektu jest połączenie dziedzictwa zagranicznych uniwersytetów ludowych i stworzenie poprzez systematyczne badania, warsztaty, seminaria oraz konferencje odpowiedniej metody edukacji dorosłych. Koordynatorem projektu jest Sulisława Byczkowska.
    - Naszym celem jest zaangażowanie osób z grup wykluczonych w taki sposób, aby mogły one brać czynny udział w życiu społecznym, stanowić jego integralną część – mówi Marek Byczkowski, dyrektor Kaszubskiego Uniwersytetu Ludowego. – W przypadku polskich grup tzw. osób wykluczonych problem dotyczy głównie osób bezrobotnych z terenów popegeerowskich. Kursy oparte na metodzie ,szkoły życia” pozwolą uczestnikom na zmianę ich sytuacji w społeczeństwie i na rynku pracy.
    Szacujemy, że w przyszłości znajdą oni pracę, lub zaczną prowadzić gospodarstwo rolne w sposób nowoczesny.

    Doświadczenie i wiedza zebrane podczas tych kursów będą następnie użyte w kursach edukacji dorosłych w krajach uczestniczących w projekcie.
    - Ideą uniwersytetów ludowych, których w Danii jest około 100 (w Polsce zaledwie 15 – przyp. red.) jest rozwój indywidualny człowieka, nie przez typową edukację, czyli wiedzę ogólną o świecie, ale przez odnalezienie samego siebie, rozwijanie swoich umiejętności, takich jak np. sztuka regionalna – dodaje Karl Kristian Aegidius, duński ekspert ds. tradycji i idei uniwersytetów ludowych.

    Kilkanaście osób z Danii, Szwecji, Niemiec i Polski wzięło udział w międzynarodowym seminarium ,Uniwersytet Ludowy – szkołą życia”. Projekt ten potrwa dwa lata, a w Starbieninie koło Choczewa rozpoczął się oficjalnie. Uczestnicy ustalili dokładne zasady współpracy, wymiany informacji i monitoringu.
    - Instytucją odpowiedzialną za rozplanowanie działań podczas projektu, jego stronę finansową i ocenę będzie właśnie Kaszubski Uniwersytet Ludowy – mówi Sulisława Byczkowska, koordynator projektu. – Do nas będzie należało przeprowadzenie badań, przetwarzanie i dystrybucja metody ,szkoły życia” w polskim społeczeństwie.

    Przypomnijmy, że głównym celem projektu jest zaangażowanie osób z grup wykluczonych, m.in. bezrobotnych z terenów po byłych PGR, w taki sposób, aby mogły brać czynny udział w życiu społecznym i stanowić jego integralną część.
    Jak twierdzi Marek Byczkowski, dyrektor Kaszubskiego Uniwersytetu Ludowego, szkoły ludowe przede wszystkim wspierają dorosłych na wsi, nie kształcąc przy tym w nich kompetencji zawodowych tylko ogólno-społecznych.
    - Nacisk kładzie się na odnajdywanie własnej osobowości, poznanie swojej słabej i mocnej strony – mówi Maciej Balicki, który blisko 7 miesięcy spędził w duńskiej szkole ludowej.

    Pierwsza szkoła ludowa powstała w Danii w 1844 roku. Jak twierdzi Karl Kristian Aegidius, duński ekspert ds. tradycji i idei uniwersytetów ludowych jej celem było, aby ludność z obszarów wiejskich miała szansę zdobycia wiedzy.
    W Szwecji, jak mówi Zbigniew Karczewski, reprezentant jednego z partnerów ze Szwecji, Mora Folkhögskola, do szkół ludowych uczęszczają ludzie, którzy chcą uzupełnić swoje wykształcenie. Są w nich prowadzone także specjalne kursy, gdzie gdzie można rozwijać zainteresowania w zakresie np. dziennikarstwa. Kursy finansowane są przez urzędy wojewódzkie, organizacje kościelne i społeczne. Dzięki tym szkołom utrzymuje się przy życiu zawody ginące.

    - Szwedzkie szkoły ludowe mają 25 lat i pomagaj farmerom doskonalić swoje umiejętności – twierdzi Paul Reichberg ze Szwecji. – Uniwersytety ludowe stanowią pewną alternatywę dla osób, które nie mogły uzyskać tytułu ukończenia uniwersytetu. Ukończenie UL jest to równoznaczne z ukończeniem normalnej szkoły. Są również organizowane specjalne kursy, zajęcia które umożliwiają pracę w instytucjach. Także ogólne kursy związane z rynkiem pracy przyciągają ogromną rzeszę ludzi.

    - Dzięki edukacji w szkołach ludowych, uczestnicy kursów zaczęli zakładać stowarzyszenia i kluby, a inspirację zaczęli przekazywać innym mieszkańcom, rozpowszechniali ideę szkoły ludowej wśród współmieszkańców. – powiedział Karl Kristian Aegidius, duński ekspert ds. tradycji i idei uniwersytetów ludowych. – Było to dla nich wyzwolenie duchowe, inspiracja, wyższy standard życia. Cechą wspólną uniwersytetu dawnego i współczesnego jest idea rozwoju indywidualnego człowieka, nie tylko przez edukację, naukę faktów, wiedzy ogólnej o świecie, ale przez odnalezienie samego siebie. Na UL uczniowie sami decydują, co będą studiować.

    - Na przestrzeni lat Kaszubski Uniwersytet Ludowy wychodził naprzeciw rodzącym się wyzwaniom w edukacji dorosłych w Polsce. Dla tysięcy mieszkańców terenów wiejskich – rolników, byłych pracowników PGR, system edukacyjny do 1989 roku był ,szkołą śmierci” – powiedział Marek Byczkowski, dyrektor Kaszubskiego Uniwersytetu Ludowego w Starbieninie. – System nakłaniał do bycia pasywnym i konformistycznym. Uniwersytetu ludowe w Danii, Szwecji, Niemczech napotykały na podobne wyzwania w edukacji dorosłych. Dlatego grupa projektowa zauważyła potrzebę dostosowania edukacji do współczesnych potrzeb porzez kreatywne użycie tradycji.

    Autor artykułu: (IwR)

    W nowej gdańskiej Krewetce nie zabraknie krewetek

    Friday, January 25th, 2002

    Choć po barze Krewetka przy ulicy Elżbietańskiej w Gdańsku pozostało jedynie wspomnienie, jego nazwę nosi nie tylko działające tam teraz Superkino.

    Na przełomie lutego i marca ruszy cały obiekt – inwestor, firma Vision Film Distribution, dał mu nazwę Centrum Kulturalno-Usługowe City Forum II… Krewetka. Jednym pomysł przypadł do gustu, innym nie. Szefowie obiektu gorąco wierzą, że centrum zyska przynajmniej tak wielką aprobatę mieszkańców i będzie przez nich równie chętnie odwiedzane, jak legendarny bar przy ul. Elżbietańskiej.

    Przybytek ten działał kilkadziesiąt lat i zaopatrywali się tam przede wszystkim stoczniowcy oraz mieszkańcy nadmotławskiego grodu. W barze można było nie tylko kupić świeże, mrożone, wędzone i marynowane ryby, ale również znakomity garmaż. Na miejscu można było uraczyć się smażonymi śledziami czy dorszami. Punkt gastronomiczny cieszył się wzięciem przede wszystkim w okresach kryzysu ekonomicznego w kraju. Kiedy na półkach sklepowych królowały ocet i dżem, w Krewetce kupić można było od czasu do czasu szproty podwędzane w puszkach, a zdarzało się, że także wątróbki rybne po kaukasku (wtedy prawdziwy rarytas!).

    - Bar był zawsze dobrze zaopatrzony – wspomina Mira Wołoćko, mieszkanka Gdańska. – W latach 70. wszyscy amatorzy ryb odwiedzali halę w Gdyni i gdańską Krewetkę. Niestety, już na początku lat 90. dało się zauważyć, że bar ma lata świetności za sobą. Był obskurny, nie pasował do powstających jak grzyby po deszczu nowoczesnych sklepów i restauracji.
    W “czasach prosperity” w ofercie punktu były nawet owoce morza, jak chociażby mrożone krewetki. Bar przestał działać w końcu lat 90. W lutym 2000 roku przystąpiono do rozbiórki budynków przy ulicy Elżbietańskiej.

    Mieszkańców, którzy pamiętają bar, ucieszy być może wiadomość, że w nowym centrum kulturalno – usługowym nie zabraknie również punktu gastronomicznego.
    - Ma działać na parterze obiektu – mówi Maciej Grzywaczewski, dyrektor Centrum Krewetka w Gdańsku. – Nie będzie to ekskluzywna restauracja, ale raczej bar na każdą kieszeń. Chcemy, by jego oferta skierowana była przede wszystkim do osób młodych, które najchętniej odwiedzają centra kinowo-usługowe.
    Maciej Grzywaczewski zapewnia, że w barze nie zabraknie… krewetek.

    - Dobrze, jeśli znajdą się w barowym menu – zapowiada Maciej Grzywaczewski. – W jakiej postaci będą serwowane, czy zostaną tylko skromnym dodatkiem do jakiejś innej potrawy, nie ma znaczenia. Ważne, by figurowały w karcie. Sądzę, że znajdą amatorów, chociażby wśród bywalców legendarnego baru…

    Autor artykułu: Sylwia Ressel

    Życie w ogródkach

    Friday, January 25th, 2002

    Ciemno. Głucho. Wiatr hula między altanami. Tylko pozornie na terenie Pracowniczych Ogródków Działkowych im. Wyspiańskiego w Gdańsku Olszynce nie ma żywego ducha. Wystarczy wytężyć wzrok, by między kikutami krzewów ujrzeć przebłyskujące gdzieniegdzie światła.

    W skleconym z desek domku letniskowym żyje około 40-letnia Daria z dwojgiem dzieci i ich ojcem. Obcych nie wpuszcza do środka. O sobie mówi niechętnie. Bo o czym tu opowiadać.
    - Dopóki nie związałam się z mężczyzną, mieszkałam u rodziców, potem u ciotki – wspomina. – Kiedy on pojawił się w moim życiu, musiałam wybierać. Rodzina nie chciała zaakceptować naszego związku.
    Zamieszkali więc na działkach. Daria kilkanaście dni temu urodziła drugie dziecko. Rodzina wegetuje. Daria jest na rencie, jej ukochany nie ma pracy. Syn stołuje się w szkole, ale i to niewielka pociecha. – Nie stać nas na wynajęcie mieszkania – wzdycha. – Na nic nas nie stać. Nawet pieluch dla dziecka nie mam za co kupić. Z pomocy społecznej nic nie uzyskam, bo przecież nie mam ważnego meldunku. Zakichane życie!

    Na terenie ogródków działkowych na Olszynce żyje kilkanaście rodzin. Ich sytuacja przytłacza. Wanda Siejka, użytkująca jedną z działek, w altanie znalazła schronienie. Trojgu dzieciom usiłuje stworzyć w niej normalny dom. W każdą niedzielę w skleconych z desek pomieszczeniach unosi się zapach pieczonego ciasta…
    - Jestem na swoim – mówi. – Mam pracę, płacę za zużyty prąd. Nie stać mnie na kupienie mieszkania, choć dzieci o nim marzą.

    Dzikich lokatorów ma zdewastowana altana na terenie ogródków przy ulicy Wita Stwosza w Oliwie. Dwaj nieogoleni, brudni mężczyźni bytują tam od późnej jesieni. Twierdzą, że nie mają dokąd pójść. – Nie chcemy rozgłosu – rzuca jeden z nich. – Jak się zrobi cieplej, wyniesiemy się stąd!
    Nie czują się tak pewnie jak Jan Żurawski, który w domku letniskowym na Olszynce jest na swoim. Wprawdzie pan Jan także pomieszkuje na działce, ale prócz altany ma normalny dom, do którego zawsze może wrócić. – Dobrze czuję się na działce – uśmiecha się starszy pan. – Odwiedza mnie moja młoda przyjaciółka. Tylko tutaj nie jesteśmy narażeni na komentarze i głupie docinki.

    Stanisław Falkowski, zastępca prezesa Zarządu POD na Olszynce wskazuje, że zamieszkiwanie na terenie ogródków jest niezgodne z regulaminem. Zarządzający działkami nie wypędzają jednak lokatorów altan. – Nie mamy sumienia wyrzucać matek z dziećmi – mówi Stanisław Falkowski. – Z drugiej jednak strony, nie można pozwolić, by ogródki przekształciły się w dzielnice mieszkaniowe biedoty, gdzie nie dociera śmieciarka, a ścieki wylewane są za okno.
    Zdaniem Stanisława Szczepanika, prezesa Polskiego Związku Działkowców w Gdańsku, miasto unika drażliwego tematu.

    Miasto nie może pomóc
    Ewa Sienkiewicz
    wiceprezydent
    Gdańska
    - Skoro Polski Związek Działkowców zgadza się, by domki letniskowe były zamieszkiwane, to z pewnością zdaje sobie sprawę, z jakimi się to wiąże konsekwencjami. Rodziny żyjące na działkach zużywają przecież prąd, wodę i nie zawsze są w stanie za to zapłacić. Nie ukrywam, że miasto nie może obecnie zapewnić lokatorom altan mieszkań, nawet takich do remontu. Na lokale czekają przecież powodzianie.

    Względy ludzkie
    Stanisław Szczepanik
    prezes Polskiego Związku
    Działkowców w Gdańsku

    - Ten, kto bierze w użytkowanie działkę, ma obowiązek przestrzegać regulaminu ogródków. W altanach nie wolno mieszkać ani zimą, ani w innych porach roku. Ogródki są miejscem służącym do wypoczynku. Coraz więcej mamy sygnałów o całych rodzinach zamieszkujących na działkach. Nie są w stanie zapłacić za czynsz, więc przenoszą się do altan. Nie wyganiamy ich zdając sobie sprawę, że są w tragicznej sytuacji.

    Autor artykułu: Sylwia Ressel