Mówienie o sztuce tańca to jakby mówienie do niesłyszących. Pisanie o sztuce tańca, to jakby pisanie do niewidomych. Jest wprawdzie promil nadziei, że ktoś z czasem usłyszy i zobaczy i tego ułamka ułamków nadziei trzymamy się.
Tak się tym razem złożyło, że doroczne gdańskie konfrontacje taneczne Dance Explosions 2002, zaczynające się od warsztatów dla początkujących, płynnie przeszły w eksplozję taneczną profesjonalistów. W niedzielnej gali DE wystąpili: solistka teatru Kekäläinen & Company w ekspresyjnym widowisku ,Uhri-Sacre” oraz Wojciech Mochniej we fragmencie spektaklu ,Ink” Gdańskiego Teatru Tańca (W&M Physical Theatre). A także wieloobsadowy austriacki zespół z Linzu X-IDA z widowiskiem ,The Walls”.
Teatr, kierowany przez Johannesa Randolfa, jest austriacki wedle miejsca, natomiast europejski wedle zatrudnionych tam tancerzy (m.in. troje Polaków). Przywiózł ze sobą spektakl pozornie prosty i pozornie asemantyczny, w którym jednak to, co zasłonięte, toczy nieustający pojedynek z odkrytym. Jakby nic, najdrobniejszy skrawek materii (a cóż dopiero uformowany w postać ludzką!) nie godził się na stan anomii – bezimienności, bez właściwości, ciemności. Pracowicie tedy stara się – jak mówili romantycy – ,wyjść na jaśnię”.
Rokrocznie gości też w Gdańsku Ewy Wycichowskiej Poznański Teatr Tańca. Tym razem przywiózł najnowszą produkcję: spektakl ,Othello”, na motywach Szekspira. Spektakl powstał we współpracy z duńskim MBT Danseteater Aarhus wg pomysłu i choreografii Marii Brolin-Tani.
Bez dwóch zdań: ,Othello” duńsko-polski to światowy poziom sztuki tańca. Zwłaszcza dwie role: kluchowatego (bardziej tancerza pubu niż sceny) Melody Putu – Otella i zwiewnej Adriany Cygankiewicz – Desdemony zapadną w pamięć. W dwóch obrazach: scenie miłości i scenie zabójstwa. Genialne! O nich to myśląc, wspomniałem na wstępie o niewidomych.
Autor artykułu: Tadeusz Skutnik